26.06.2025
Stage III Concepts jest amerykańską, mającą siedzibę na Brooklynie (Nowy Jork), firmą specjalizującą się w kablach audio. Założył ją LUIS DE LA FUENTE w 1996 roku – jest on jej właścicielem i jednocześnie konstruktorem. Rozpoznawalność Stage III Concepts zdobyła kablami z dielektrykiem w postaci próżni, a później stosowaniem rzadko spotykanych materiałów na przewodniki. Wykonuje również swoje własne wtyki. Jej kable są ciężkie i bardzo masywne. Testujemy jej kabel zasilający AC PROTEUS.
JEŚLI WYDAWAŁO MI SIĘ, że kabel zasilający AC o nazwie Proteus, zaprojektowany i wykonany przez firmę Stage III Concepts, jest najgrubszym i najcięższym kablem tego typu, jaki kiedykolwiek widziałem – nie myliłem się. Ale tylko dlatego, że nie miałem wówczas w rękach modelu Leviathan. A może obydwa są po prostu monstrualne, jak mityczne morskie stwory? – Może i tak być…
Kabel ten znajduje się w produkcji od wielu lat – przypominam sobie jego test w „Positive Feedback” z 2015 roku. W tym czasie przechodził jedynie niewielkie modyfikacje. Aż do 2021 roku, kiedy to Stage III Concepts Company obchodziła 25-lecie istnienia. Z tej okazji przygotowała limitowaną edycję kompletnego okablowania – interkonektów, kabli głośnikowych i kabli zasilających AC – a do ich nazw dodała dopisek „Limited Edition”.
Jak czytamy w materiałach firmowych, było to zadanie „neutralne kosztowo”, w którym Luis de la Fuente, założyciel i projektant, mógł „w pełni rozwinąć wszystkie swoje kluczowe koncepcje i rozwiązania”. Testujemy jeden z takich kabli.
Leviathan
Zniszczenie Lewiatana, grafika Gustave’a Dorégo z 1865 roku; Wikipedia, D.P.
1 Lewiatan «biblijny potwór morski symbolizujący zło, które Bóg zniszczy na końcu dziejów»
2 Lewiatan «w Biblii: potwór morski o dziwnych kształtach, z którym wierzenia ludowe kojarzyły różne legendy, najczęściej dotyczące końca świata (…) łc. Leviathan, hebr. Liwjātān = dosł. istota o krętym ciele, krokodyl, wieloryb» („Słownik języka polskiego PAN”, red. W. Doroszewski)
„Słownik języka polskiego PWN” → sjp.PWN.pl, dostęp: 20.09.2024.
CECHĄ ROZPOZNAWCZĄ wczesnych konstrukcji tej firmy, i to od samego początku, było zastosowanie próżni w formie dielektryka. Drugim ważnym wyróżnikiem stały się przewodniki w formie płaskich wstęg (ang. ribbon) ze stopu srebra i palladu. Ale równie istotne było tłumienie drgań własnych dzięki odpowiednio dobranym materiałom i za sprawą wypracowanej przez Luisa de la Fuente, właściciela i konstruktora Stage III Concepts, topologii.
W hierarchii firmowej Leviathan jest drugim od góry i jednym z siedmiu kabli zasilających AC tego producenta. Wyżej jest już tylko model Poseidon, dzierżący władzę nad wszelkimi stworami zamieszkującymi wody mórz :) Próżnię znajdziemy obecnie tylko w topowych jej produktach. W testowanym Leviathanie ustąpiła ona miejsca powietrzu, jednak wszystkie pozostałe rozwiązania ciągle są „w grze”. Przy okazji wyjaśnijmy też, że A.S.P. w nazwie to skrót od Absolute Signal Purity – hasło to ma wyrażać dążenie producenta do całkowitej neutralności jego kabli.
NA SWOJEJ STRONIE FIRMOWEJ producent zaznacza, że był pierwszą firmą oferującą kable audio, która wykorzystała „pływające” przewodniki taśmowe do zastosowań zasilających, czyli umieszczone w próżni lub powietrzu. Opracowanie to zostało zastosowane w konstrukcji kabla zasilającego o nazwie Kraken – Leviathan to po prostu trzy (!) Krakeny w jednym oplocie.
LEVIATHAN to wyjątkowo złożony mechanicznie projekt:
AK WIDAĆ NA POWYŻSZYM RYSUNKU, układ przewodników tego kabla to trzy całkowicie niezależne kable wielożyłowe. Dzięki ich dużemu przekrojowi sumarycznemu może on pracować z prądem aż do 80 amperów. Tak więc wszystkie duże piece są mile widziane. Ale nie tylko. Z mojego doświadczenia wynika, że z tego typu możliwości korzystają również źródła sygnału. Wprawdzie w ich przypadku ciągły pobór prądu jest niewielki, jednak chwilowe, naprawdę bardzo szybkie przebiegi są na porządku dziennym, a one mogą mieć dużą amplitudę.
Producent o Leviathanie pisze:
Ekstremalne tłumienie mechaniczne (wszystkie podkr. – red.) w połączeniu z nieprzenikalnymi warstwami opatentowanego ekranowania i geometrią przewodnika całkowicie eliminują możliwość wystąpienia jakichkolwiek efektów mikrofonowania indukowanych przez wibracje lub zakłócenia elektromagnetyczne w powietrzu.
Wśród jego wielu atrybutów brzmieniowych (zwłaszcza w połączeniu ze wzmacniaczami) można spodziewać się doskonale niskiego poziomu szumu tła, gładkości i zrelaksowanego autorytetu, który eliminuje jakąkolwiek kompresję i „spięcia” słyszalne w przypadku większości innych kabli zasilających o klasycznej konstrukcji.
Żaden wysokiej klasy wzmacniacz na naszej planecie, niezależnie od rozmiaru lub wymagań dotyczących mocy, nie będzie osłabiony ani nawet nie będzie stanowił wyzwania dla A.S.P. LEVIATHAN.
⸜ Leviathan. Statement Audio Power, → AUDIOIMPORTS.com, dostęp: 19.09.2024.
Kabel, o którym mowa, jest bardzo gruby i sztywny. Aby nie wyrwać gniazda zasilającego, potrzebne są albo specjalne podstawki, albo trzeba ustawić zasilane urządzenie na podłodze lub na dużej podstawce. Kabel składa się z trzech części, z których dwie zewnętrzne są nieco cieńsze i są zakończone wtykami. Środkowa jest grubsza i łączy się z dwoma pozostałymi poprzez wykonane samodzielnie „mufy”, które pełnią nie tylko rolę estetyczną, ale i mechaniczną, tłumiąc drgania.
Producent informuje, że Leviathan, podobnie zresztą jak inne jego kable, został w 100% wykonany z komponentów wyprodukowanych specjalnie dla Stage III Concepts, nie ma więc w nim żadnych elementów produkowanych w dużych ilościach dla innych firm, i że jest montowany przez właściciela ręcznie. W jego konstrukcji ważne było, jak czytamy, „ekstremalne tłumienie mechaniczne” w połączeniu z „nieprzenikalnymi warstwami opatentowanego ekranowania i geometrią przewodnika”. Te rozwiązania mają całkowicie wyeliminować możliwość wystąpienia „mikrofonowania indukowanego przez wibracje” lub „zakłócenia elektromagnetyczne”.
Kiedy spojrzymy na przekrój Leviathana, ujrzymy trzy kable w jednym, skręcone wokół siebie. Każdy z nich to z kolei trzy biegi, również skręcone. Biegi „dodatni” i „ujemny” wykonane są z dwóch srebrnych taśm każdy. Producent mówi o nich AeroStrandUltra i dodaje, że zostały one poddane obróbce kriogenicznej oraz że są wytłaczane ze stopu srebra i palladu w procesie o wolnym przebiegu. Trzeci bieg, tzw. „ziemia”, to grube druciki ze srebra. Jak wspominał wcześniej konstruktor, ekranowanie jest dla niego kluczowe, dlatego ekran z posrebrzanej miedzi mają wszystkie biegi z osobna oraz każda grupa trzech biegów.
Przewodniki taśmowe znajdują się w powietrznym dielektryku w rurkach FEP, czyli w rurkach z fluorowanego etylenu-propylenu, jednego z fluoropolimerów. Dodatkowo naniesiono na nie warstwę z krzemionki, ceramiki i ferrytu, mającą za zadanie tłumić drgania i dodatkowo ekranować kable. Rurki te spoczywają w grubym materiale tłumiącym drgania i są umieszczone w ekranie z posrebrzanej miedzi.
Kable tej firmy, nie tylko zasilające, ale i pozostałe, są zakończone wtykami nazwanymi przez producenta Hyperion, w których styki wykonano ze stopu miedzi i srebra pokrytego warstwą palladu. Styki zostały zamocowane w module z ceramiki, na który zakręca się od zewnątrz korpus drukowany na drukarkach 3D, wzmocniony plecionką z włókna węglowego. To jedne z największych wtyków tego typu, jakie w życiu widziałem. Jak jednak mówi producent, jest to ważny element mechanicznej budowy tych kabli. Wszystkie elementy metalowe, w tym przewodniki i wtyki, poddawane są obróbce termicznej – kriogenicznej.
⸜ JAK SŁUCHALIŚMY • Kabel zasilający AC Stage III Concepts Leviathan zasilał w czasie odsłuchu odtwarzacz Ayon Audio CD-35 HF Edition (№ 1/50) i porównywany był do mojej referencji, kabla zasilającego Siltech Triple Crown. Test polegał na porównaniu AA/BB/A, ze znanymi A i B, przy użyciu krótkich, dwuminutowych sampli z danej płyty.
Obydwa kable wpięte były do listwy zasilającej AC Acoustic Revive RPT-4EU Absolute, która z kolei zasilana była przez 2,5-metrowy kabel AC Acrolink Mexcel 7N-PC9500. Acrolink podłączony był do gniazdka ściennego Furutech NCF, do którego prowadzi osobna linia zasilająca z własnym bezpiecznikiem firmy HPA. Linia ta wykonana jest z 6-metrowego odcinka kabla Oyaide Tunami Nigo.
PŁYTY UŻYTE W TEŚCIE, wybór:
PORÓWNANIE JAKIEGOKOLWIEK KABLA zasilającego AC z kablem Siltecha, będącym częścią systemu referencyjnego HIGH FIDELITY, przebiega zazwyczaj bardzo podobnie. Pierwsza myśl po zmianie dotyczy tego, jak wiele straciłem. I dopiero druga idzie w kierunku pytania o różnice i o to, czym jednak testowany kabel się wyróżnia. Z Proteusem firmy Stage III Concepts wrażenie to było o wiele mniej dojmujące niż zazwyczaj. Z kolei z Leviathanem nie było mowy o wyraźnej różnicy klas.
To był nieco inny dźwięk, akcenty rozkładały się w nieco innych miejscach – to ostatecznie różne techniki, przewodniki, topologia itd. A jednak słychać było, że myślenie o dźwięku, jego rozumienie, było w obydwu przypadkach podobne, jak gdyby ludzie, którzy naprawdę słyszą – a myślę o konstruktorach i ich działach badawczych – dążyli w podobnym kierunku. Czasami tak właśnie się dzieje.
A chodzi o głębię, o ciszę, o ciemność. I wszystkie te trzy rzeczy z Leviathanem dostajemy. To kabel grający w bardzo nasycony sposób, prezentujący też duży wolumen dźwięku. Siltech idzie w tym jeszcze dalej, jeszcze mocniej, ale to naprawdę subtelne zmiany. Z kolei amerykański kabel wyraźniej celebruje drobne detale, polegające na pokazaniu gładkości nylonowych strun gitar z płyty New Dawn DOMINICA MILLERA i NEILA STACEYA oraz na mocniejszym budowaniu gładkiej barwy.
To również kabel pokazujący dźwięk w pełnym spektrum. Od góry wydaje się trochę osłodzony, kremowy, ale może to tylko wrażenie. Bo kiedy w 2:16 utworu 4, La Belle, wchodzi dźwięk uderzanej – jak sądzę, ręką – perkusji, to jest on z testowanym kablem wyraźny, mocny, pełny. Ma długi pogłos, ale i znakomitą definicję. No i bas był tutaj bardzo nisko. Wydaje się, że nawet niżej niż z Siltechem, choć z nieco podkreślonym wypełnieniem.
Na przywołanym krążku bas budowany jest głównie przez instrument klawiszowy, syntezator, więc trudno mówić o „naturalności”. Ale jeśli ktoś by mnie jednak przycisnął, powiedziałbym, że Leviathan pokazuje bas w nieskrępowany sposób. Tak, to chyba najlepsze określenie. Jest on świetnie kontrolowany – Harbethy momentalnie urywały dźwięk, jeśli tylko tak był grany, ale i podawały długie podtrzymanie, kiedy muzyk przytrzymał klawisz nieco dłużej.
To ciekawe, ponieważ dźwięk jako taki nie jest powiększany. Mówiłem o jedwabistości góry, prawda? Chodziło mi nie tylko o wrażenie gładkości, ale i o coś w rodzaju kontrolowanej dźwięczności. I dlatego też, tak to widzę, źródła pozorne nie są wypychane w naszą stronę. Pokazywane są raczej za linią łączącą głośniki, na całkiem szerokiej i bardzo głębokiej scenie.
Potwierdził to odsłuch płyty Pasodoble LARSA DANIELSSONA i LESZKA MOŻDŻERA. Obydwa instrumenty – bo to ponownie duet – miały łagodne „wejście”, jeśli tak mogę powiedzieć, coś w rodzaju delikatności, uważności. Ale nie przez złagodzenie ataku. To bardzo fajna płyta do tego, żeby zobaczyć, jak mocno potrafi uderzyć fortepian, wyskakujący z niemalże ciszy, jak wyraźnie uderza kontrabas, przed chwilą ledwo słyszalny.
LEVIATHAN JEST WYJĄTKOWO ROZDZIELCZYM kablem. Ale też takim, który nie jest „szczególarzem”. Kiedy na początku utworu tytułowego ˻ 5 ˺ ze wspomnianej płyty słychać w tle skrzypienie krzesła pianisty, kiedy w 0:25 słychać pod spodem nucenie kontrabasisty, to Leviathan to przekazuje. Ale nie jest to jakoś szczególnie „widoczne”. Mocniej „widać” bryły instrumentów, wyraźniej zaznaczany jest rytm i puls nagrania.
Chodzi tu o takie kształtowanie dźwięku, w którym „body” ma pierwszeństwo. Ale nie przez zamglenie różnic w krawędziach dźwięków, a przez skupienie naszej uwagi na jego centrum – to dwie różne rzeczy. Bo to doskonale różnicujący kabel. Posłuchajmy ˻ 2 ˺ Back To Tupelo, utworu z EP-ki The Trawlerman’s Song MARKA KNOPFLERA, a usłyszymy doskonale, naprawdę wspaniale, zróżnicowane gitary – rytmiczną, akustyczną w lewym kanale i elektryczną, ciemną, ciepłą, bliżej prawego. A kiedy wchodzą klawisze, tworzą kolejną warstwę, równie gęstą i ciepłą jak gitara, a jednak doskonale osobną.
Jest tu wszystko, czego wymagamy od topowego kabla. Jest barwa, jest różnicowanie, jest bardzo dobre rozciągnięcie pasma. I jest dynamika. Kiedy w ˻ 11 ˺ Paper Doll, przedostatnim utworze z płyty FRANKA SINATRY Come Swing With Me!, granej przeze mnie z dość wczesnego, analogowego remasteru, dwie sekcje dęte, ustawione z lewej i prawej strony, dialogują z sobą, to jest to mocne, dynamiczne, ale nie natarczywe.
Bo to również rzecz istotna w kontekście tego testu. Dźwięk kabla Stage III Concepts jest doskonale gładki. Nie dlatego, że gubi detale, bo tego nie robi, nie dlatego, że gasi drobne szczegóły, bo jest od tego daleki, a dlatego, że prowadzi nagrania tak, żeby się nam ich dobrze słuchało. Podobny efekt uzyskamy nawet z niedrogim gramofonem czy wzmacniaczem lampowym. Jednak tam mamy do czynienia właśnie z tym, czemu przed chwilą zaprzeczałem. Leviathan robi to od niechcenia i jakby „obok” wspaniałej rozdzielczości i selektywności.
Wokal Sinatry był ciut dalej niż z kablem odniesienia, nie był więc równie namacalny. Ale – jak mówiłem – amerykańska sieciówka prowadzi granie nieco inaczej. I to jak prowadzi! – Śpiew Sinatry był jedwabiście gładki, przy czym miał też doskonale czytelną fakturę. Tyle tylko, że to nie było wydobywanie detali, a przemycanie ich „pod spodem”, pod barwą, pod rytmem. I słychać to było również w nagraniach monofonicznych, gdzie znacznie trudniej o efekciarstwo, na przykład w przepięknym, bonusowym utworze ˻ 13 ˺ I Love You ze wspomnianego krążka.
Ale jest też tak, że Leviathan ma swoją „agendę”. Prowadzi dźwięk w kierunku nasycenia i gęstości, pogłębiając przy tym bas. To kabel dostarczający do systemu coś w rodzaju turbodoładowania. Tyle że nie w postaci ataku, a masy. Tak, ‘masa’ to najlepsze określenie na to, co słyszałem ze wszystkimi poprzednio przywołanymi płytami, co usłyszałem też z płytą KATE BUSH The Dreaming. Nabrała ona masy i gęstości, a dźwięk był po prostu duży.
Lekko podkreślone sybilanty, które czasem, na przykład w ˻ 5 ˺ Leave It Open, gdzie mamy przetworzony wokal Bush, „wyskakują” z miksu, były klarowne, ale nigdy nie były irytujące. Nagranie to zostało pokazane w niesamowicie dynamiczny, zmienny sposób. To było duże, masywne granie, ale nie ciężkie. Kabel nie dociąża wszystkiego bezrozumnie, jak w szale – a są kable, które robią coś takiego – a nasyca wszystko, nie ruszając szczegółowości czy otwarcia góry.
Kiedy więc zabrzmiało pierwsze uderzenie z tytułowego ˻ 6 ˺ The Dreaming, to naprawdę „pieprznęło” i wydmuchało z bas-refleksu Harbethów te drobiny kurzu, które przegapiłem podczas niedawnego sprzątania. I, już tylko dla porządku, bo przecież wiedziałem, co dostanę, puściłem ˻ 4 ˺ It Could Be Sweet z płyty PORTISHEAD zatytułowanej Dummy, w wersji na SHM-CD.
Dla porządku, bo, jak przewidziałem, bas zszedł bardzo nisko i był po prostu mocny. Ale i klarowny. A to rzadko idzie w parze. Jest on z Leviathanem, właściwie, miękki, ale i kontrolowany. Ma też mocne nasycenie, mocniejsze niż Siltech Triple Crown. Jego faktura jest nieco mniej różnicowana niż z kablem z Holandii, ale to drobne przesunięcia, a nie „zmiana”. Ważne, że jest częścią całego przedstawienia, nie gra osobno, nie dominuje, a jednak nadaje całości „smak”.
AMERYKAŃSKI KABEL jest jednym z najlepszych tego typu, jakie słyszałem. Gra dokładnie w taki sposób, w jaki ja sam buduję swój system. To jest gładko, ale rozdzielczo, spokojnie, ale niezwykle dynamicznie, ciemno, ale i szczegółowo. Tego nie da się połączyć w tanich produktach, a przynajmniej ja nigdy takiego połączenia nie słyszałem. I dlatego warto zapłacić za to tyle pieniędzy.
Leviathan jest też bardzo rozdzielczy i selektywny. Jego barwa jest lekko wychylona w kierunku basu i mocnej niskiej średnicy. Ale i góry jest sporo, tyle że to będzie góra jedwabista, a nie „żelazista”. A jego największą zaletą, wypływającą dokładnie z tych cech, o których przed chwilą napisałem, jest umiejętność grania dosłownie każdego rodzaju muzyki w sposób, o jakim melomani marzą. Czyli z jednej strony bez „spiny”, że coś zagra źle, a z drugiej z pewnością, że dostaniemy pełnię brzmienia, wszystkie szczegóły i detale, na których nam zależy.